Z San Pedro la Laguna wczesnym rankiem zapakowani jak sardynki w puszce nasza 15 osobowa grupa wyruszyla w strone Antigua. Tam mielismy mala przerwe na obiad jakies 6 godzin, ktore wypelnilismy wizyta w ruinach starej katedry i szybkimi zakupami owocow na targu. Wieczorem okolo 19-tej kolejnym busem podazylismy w strone Gwatemala City. W trakcie podrozy wymienilismy kilka grzecznosciowych zwrotow z pewna mloda amerykanka o orientalnej urodzie i wdziecznym imieniu Sydney. Jak sie pozniej okazalo ta niepozornie wygladajaca dziewczyna uratowala nas od nieuchronnej katastrofy.
Zanim dotarlismy na dworzec autobusowy w stolicy Gwatemali, jakis czas kluczylismy po jej ulicach. Majac wciaz w glowie ostrzezenia wyczytane z przewodnika na temat niebezpieczenstw czyhajacych na turystow w tym niegoscinnym miescie nie moglem oprzec sie pokusie zapuszczenia sie w jego dzielnice. Niestety bylo juz ciemno, rozsadek wzial gore i skonczylo sie tylko na gapieniu sie w okna busa.
Na dworcu nasze bagaze zostaly zaladowane do autobusu, a my z biletami w reku ustawilismy sie w kolejce do odprawy jak na lotnisku. Bramka wykrywajaca metale, wyciaganie paska ze spodni i przeszukiwanie bagazu podrecznego sa rutynowymi czynnosciami, ktory musi przejsc kazdy pasazer. Okazalo sie jednak, ze mamy odjazd za godzine i nie byloby w tym nic niepokojacego gdyby nie fakt, ze nasze plecaki byly juz w lukach bagazowych autobusu, na ktory my nie mielismy biletu. Na nic dalo sie przekonywanie wszystkich, ze nasze bagaze trafily do zlego pojazdu. Personel zapewnial nas, ze wszystko jest w porzadku. Dopiero nasza znajoma amerykanka, ktora siedziala juz w owym nieszczesnym autobusie, widzac cala sytuacje, sila zmusila kierowce by zainteresowal sie naszymi bagazami. Z pomoca pewnej gwatemaki wyjasnilismy cala sprawe i oddano nam nasze plecaki.
Filed under: Gwatemala


