Wulkan Pacaya

W Gwatemali znajduje sie ponad 30 wulkanow, a niektore sa wciaz aktywne. Wczoraj postanowilismy zdobyc szczyt czy tez moze zbocze jednego z nich. Jednak glowna atrakcja naszej wycieczki byla lawa! Tak wlasnie tutaj w Gwatemali jest jedno z niewielu miejsc na Ziemi  gdzie mozna bezkarnie, ale za oplata zblizyc sie do „zywej lawy” na odleglosc kilku krokow. Wrazenie jest niesamowite ale moze zacznijmy od poczatku.
Po przyjezdzie na miejsce zostalismy otoczeni przez dzieci sprzedajace kije do wtykania w lawe i podpierania sie w czasie marszu jak rowniez kijki, na ktore nadziewa sie  Marshmellow,  ktore to rowniez mozna bylo od nich kupic. Marshmellow sa to takie kawalki kolorowej pianki, cos w rodzaju bezy tylko w bardziej miekkiej postaci, dzieci to uwielbiaja.  My wytargowalismy kija do lawy i podpierania sie za 4 quetzals. Dodajmy tutaj, ze po zejsciu na dol te same dzieciaki pamietajac z kim ubily interes pdbiegaly do nas krzyczac „daj mi kija” i tak interes sam sie kreci!
Na zobocze wulkanu Pacaya polozenego na wysokosci 2552 mnp, po ktorym wlasnie plynie lawa doszlimy po okolo 1.5 godzinie marszu. Strome sciezki, niewygodne podejscia jak rowniez pokusa wynajecia konia wcale nie ulatwialy nam sprawy. Nasza 11 osobawa grupa srednia wieku 18 lat o nazwie „Palmas” wyrwala do przodu, a my dwie 40-tki objuczeni sprzetem elektronicznym (kamera, aparat, laptop) spokojnie na koncu krok po kroku posuwalismy sie w gore zbocza. Jako ostatni w grupie to wlasnie my stalismy sie ofiarami, ktore byly kuszone oferta wynajecia konia przez podazajacych za nami naganiaczy. Konie szly za nami tak blisko, iz mialem wrazenie, ze za chwile kon ugryzie mnie w tylek i powie „wsiadasz czy nie”, a naganiacze natomiast wolali „Taxi amigos?”  Tak gdzies w polowie drogi zrezygnowali i na szczescie konne taksowki zawrocily.
Dotarlismy wreszcie do miejsca, w ktorym lawa powoli plynie w dol. Olbrzymie ilosci ostyglej juz i ostrej jak brzytwa lawy utrudnialy nam poruszanie sie w tym terenie. Po krotkim marszu wreszcie dotarlismy w poblize strumienia ognia, od ktorego buchalo cieplo jak z pieca. Od razu poszly w ruch kije do wtykania w lawe, kijki do smazenia marshmellow czy tez kielbasek jak rowniez aparaty fotograficzne, kamery itp. Jednym slowem piknik na  wulkanie rozpoczal sie na dobre. Nad porzadkiem czuwali straznicy Parku Narodowego, na szczescie nikomu nie przyszlo do glowy nic  glupiego i obylo sie bez interwencji. Po okolo 30 minutach nasza grupa ruszyla w droge powrotna, aby zdazyc przed zmrokiem.
Gwatemala - wulkan Pacaya
Gwatemala - wulkan Pacaya
Gwatemala - wulkan Pacaya
Gwatemala - wulkan Pacaya
Gwatemala - wulkan Pacaya
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: