Titicaca

Titicaca to najwyzej polozone na swiecie jezioro. Nazwa razem z takimi miejscami jak Orinoko i Ukajali fascynowala mnie od dziecka. Jezioro jest ogromne i podzielone na dwa kraje Peru 60% i Boliwie 40%. Postanowilismy sie wybrac na zorganizowana wycieczke po Titicaca i jego wyspach. Odwiedzilismy plywajace wyspy Uros, zamieszkale przez Indian Aymara oraz wyspe Taquile.

Uros okazaly sie bardzo komercyjne i gdyby reklamowano je jako wycieczka do skansenu byloby to bardziej na miejscu. Indianie mieszkajacy na wyspach zyja w tej chwili wylacznie z turystyki – spiewaja, tancza, pokazuja jak buduja wyspy i oczywiscie sprzedaja cepelie. Tak wiec wytlumaczono nam, ze wyspy odnawia sie co 4 lata; wiaze sie najpierw razem metrowe kawalki torfu, a na tym uklada sie 3 metry sitowia. Na wyspach znajduja sie domy, szkoly i knajpy, a pomiedzy wyspami plywaja male trzcinowe lodki.

Taquila to wyspa calkiem pokaznych rozmiarow. Ciekawostka jest, ze Indianie zamieszkujacy wyspe nie uznaja rozwodow. Wdowcy nie maja prawa ponownie wstapic w zwiazek malzenski. Poslubia sie raz na cale zycie dlatego pary maja mozliwosc mieszkania ze soboa przez 3 lata, zeby sprawdzic czy nadaja sie do wspolnego zycia.

Na wyspach takich jak Taquile i Amantani mozna zostac na noc, turystow goszcza wtedy lokalni tacy jak np Seniora Klara. Zakwaterowanie jest spartanskie nie ma cieplej wody, ani pradu, za to czesto minusowe temperatury w nocy. No coz to juz nie dla nas, a pomyslec, ze kiedys potrafilam po kilka tygodni siedziec w skalach, spac bez namiotu po skala na tzw. Glebie, bralo sie wtedy ze soba 5 litrowy kanister z woda, ktora wystarczala na herbata, zupke winiary i umycie zebow.

Jednym z plusow naszej wycieczki bylo spotkanie ze wspaniala czworka polskich podroznikow z Poznania. Jechalismy pozniej razem do Boliwi i udalo nam sie spedzic dwa bardzo mile wieczory, za ktore serdecznie dziekujemy. W Puno poznalismy rowniez trojke Polakow z Elblaga, ktorzy takze dotrzymywali nam towarzystwa w drodze do La Paz, a pozniej jeszcze kilkakrotnie mijalismy sie na ulicach.

Peru wyspy Uros

Peru wyspy Uros

Peru wyspy Uros

Peru wyspa Taquile

Peru wyspa Taquile

Peru wyspa Taquile

Inca Cola moja milosc

Ponad 10 lat temu przeczytalam artykul na temat kraju, w ktorym nie ma Coca Coli, tym krajem bylo Peru. Peruwianczycy jako jedyni na swiecie swiadomie oparli sie brunatnej gazowanej cieczy, za ktora Polacy, Rosjanie, Ukraincy i inne narody bloku wschodniego w czasach komuny dalibysmy sie zabic. W Peru wszyscy namietnie od 1935 roku zlopali zlocisty gazowany napoj noszacy nazwe Inca Cola.

Coca cola nie mogla sie pogodzic z taka przegrana i postanowila zrobic wszystko, zeby i Peru zasililo kase koncernu. W zwiazku z tym w 1999 roku wykupila 49% udzialu do zlocistego napoju. Wszystkie reklamy telewizyjne i plakaty byly od tego czasu robione w identycznej formie jak dla Coca Coli tylko tyle, ze kolor napoju sie roznil.

Bylo dla nas wielkim zaskoczeniem kiedy okazalo sie, ze w tej chwili mozna juz kupic tradycyjne napoje Coca Coli w Peru. Ze zniecierpliwieniem jednak oczekiwalismy na pierwszy lyk Inca Coli… umm co za pychota, przeciez to smak z dziecinstwa – kapslowana oranzada. Przez caly nasz pobyt w Peru zapijalismy sie Inca, do kazdego sniadania, obiadu, kolacji Inca Cola personalna (zwykla butelka), mediana (600ml w plastiku) grande, una litra (duza 1l)

Peru Inca Cola

Peru Inca Cola

Peru Inca Cola

Peru Inca Cola

Kanion Colca i Kondory

Kanion Colca slynie z przepieknych widokow, szlakow turystycznych jak rowniez co nas najbardziej interesowalo kondorow. Wlasnie tutaj mozna podziwiac te ogromne ptaki na wolnosci szybujace w powietrzu. Platforma widokowa, zapelnia sie turystami zadnymi widoku tych majestatycznych ptakow dwa razy dziennie okolo godziny 8:00 rano i 17:00 kiedy to wracaja z powrotem do swoich jaskin. Na poczatku nie wiedzielismy co o tym wszystkim myslec jak to mozliwe, ze ptaki dziko zyjace wzbijaja sie w powietrze o okreslonych porach? Okazalo sie, ze kondory wykorzystuja poranne cieple prady powietrza, dzieki ktorym szybuja bez zadnego wysilku.

Obudzilismy sie wczesnie rano by zdazyc na autobus o godz 6:30, ktory dowiozl nas na poranna sesje obserwacji kondorow. Po okolo 35 min w totalnym scisku lecz z miejscami siedzacymi dotarlismy na miejsce, okazalo sie, ze wiekszosc naszych wspolpasazerow wysiada tam gdzie my. Miejscowi traktuja platforme jako swoje miejsce pracy, sprzedajac pamiatki, owoce i wode.

Sprawnie zajelismy z gory upatrzone pozycje na platformie widokowej, ktora po chwili zaczela wypelniac sie uczestnikami wycieczek z Arequipy. Slowem oplacilo sie ranne wstawanie, bylismy niemal oko w oko z szybujacymi po niebie kondorami. Czekalismy dobra chwile, az wreszcie pojawil sie dyzurny kondor, co to pewno spojrzal na zegarek i pomyslal, ze czas juz leciec bo turysci czekaja. Myslelismy, ze to wszystko, ale w pewnym momencie nad naszymi glowami pojawilo sie cale stadko ptakow, ktoremu towarzyszyl jek zachwytu, odglos migawek aparatow fotograficznych i opadajace szczeki gapiow. Rewelacja, nigdy w zyciu nie widzielsmy czegos podobnego! Potem jeszcze to tu to tam pojawialy sie blizej lub dalej kolejne egzemplarze i za kazdym razem widok byl niesamowity.

Od wlasciciela hostelu, w ktorym wynajelismy pokoj dowiedzielismy sie, ze przed pieciu laty lokalne wladze zakazaly organizowania krwawego widowiska z udzialem kondora i byka. Polegalo to na tym, ze kondora przywiazywano do grzebietu byka i obserwowano jak ptak po woli zabija swojego oponenta. Kondor mial reprezentowac Inkaskiego wojownika a byk hiszpanskiego konkwiskadora.

Peru Kanion Colca i Kondory

Peru Kanion Colca i Kondory

Peru Kanion Colca i Kondory

Peru Kanion Colca i Kondory

Santa Catalina

Miasto w miescie tak okreslaja mieszkancy Arequipy klasztor Santa Catalina. Przez okolo 400 lat nikt nie wiedzial co dzialo sie poza jego murami. Dopiero od 1970 roku zwykli smiertelnicy jak my moga zobaczyc jak wygladalo zycie zakonnic w owych czasach. Zgromadzenie 300 siostr zakonnych stworzylo samowystaczalna spolecznosc, ktora spedzala czas na modlitwie i codziennych obowiazkach. Ascetyczny tryb zycia prowadzony przez zakonnice zadziwia zwiedzajacych ten przybytek do dnia dzisiejszego. Z ciekawych faktow mozna wspomniec, ze zakonnice mogly myc wlosy tylko siedem razy w roku.

Rozmiar klasztoru mozna porownac do malej wioski, nazwy uliczek i placow pomagaja w orientacji. Brazowe, biale i jasno niebieskie mury klasztorne, fantastycznie kontrastuja z blekitem nieba.

Platanina uliczek, z ktorych ciekawi turysci zagladaja do pustych juz cel, w ktorych mieszkaly zakonnice tworzy niezapomniany klimat. Klasztor ten jest swego rodazju muzeum, w ktorym oprocz przedmiotow codziennego uzytku mozna rowniez ogladac szereg dziel malarstwa z tamtejszego okresu.

Ciekawostka dla nas byl fakt, ze w 1985 roku papiez Jan Pawel II odwiedzil ten klasztor beatyfikujac jedna z siostr uznajac przy tym szereg cudow, ktore towarzyszyly zyciu zakonnicy Anny.

Peru Arequipa Santa Catalina

Peru Arequipa Santa Catalina

Peru Arequipa Santa Catalina

Peru Arequipa Santa Catalina

Peru Arequipa Santa Catalina

Arequipa

Z Aguas Calientes mielismy od razu przedostac sie do Arequipy bez zatrzymywania sie po drodze na noc. Okazalo sie jednak, ze w Cusco po poludniu nie ma zadnego autobusu i trzeba jechac w nocy lub wczesnie rano. Tak wiec zostalismy na noc w tym przeuroczym miescie i wyruszylismy w droge o 7:00 rano. Widoki byly rewelacyjne, mijalismy jeziora pelne rozowych flamingow, peruwianskie wioski i roznokolorowe Andy.

Martwilismy sie troche, ze autobusy w Peru nie maja zwyczaju zatrzymywac sie na obiad tak jak np w Kolumbi czy krajach Ameryki centralnej, okazalo sie jednak, ze nie potrzebnie. Gdzies w polowie drogi wsiadly do autobusu dwie Indianki z ogromnymi pakunkami na plecach zawinietymi w kolorowe chusty, siadly na podlodze i zaczely serwowac obiad.

W jednym z tobolkow zawiniete w stosy szmat i papieru mialy, albo cwiartke swiniaka, albo alpaki i zgrabnie robiac taksakiem mieso na kawalki sprzedawaly porcje za 5,8 i 10 soli. Za kazdym razem kiedy juz zaladowaly do woreczka porcje miesa i kilka ziemniakow inkasowaly tlustymi lapami pieniadze i poprawialy sie lapiac za rurki autobusu. Kiedy juz wszyscy sobie podjedli w ruch poszly herbata z lisci koki, soki i woda nalane w woreczki poniewaz slomek nie rozdawaly nalezalo odgrysc rog woreczka i ssac powoli plyn. Na koniec mozna bylo jeszcze kupic przepyszny zreszta, swiezutki ser – bryndze i domowe bulki. To sie nazywa full-service.

Do Arequipy dojechalismy juz po zmroku, zaraz na dworcu przechwycila nas Pani policjantka eskortujac nas do taksowki. Kazala, nas zawiesc w okolice glownego placu gdzie jej zdaniem jest bezpiecznie i mozna wynajac tani pokoj. Glowny plac Plaza del Armas zrobil na nas duze wrazenie w nocy, podswietlona katedra wygladala naprawde imponujaco. Rano okazalo sie, ze miasto otoczone jest lancuchem gorskim, a z tarasu naszego hotelu widac osniezone szczyty And i wulkanu. Jednak poza rynkiem miasto okazalo sie byc brzydkie nudne i nieciekawe.

Peru Arequipa

Peru Arequipa

Peru Arequipa

Peru Arequipa

Peru Arequipa

Machu Picchu

W 1911 roku amerykanski uczony Hiram Bingham postanowil sprawdzic pogloski o tajemniczych ruinach Machu Picchu. Mial nadzieje, ze bedzie to Vilcabamba miasto gdzie przed hiszpanskimi konkwistadorami ukrywali sie ostatni Inkowie. Udalo mu sie dotrzec do peruwianksiej rodziny wiesniakow, ktora opowiedziala mu o ruinach i tarasach na ktorych uprawiaja kukurydze. Ich 11 letni syn zaprowadzil Binghama do miejsca gdzie ten ujrzal ruiny miasta Inkow.

Mozecie sie smiac, ale kiedy przeszlismy wreszcie przez brame i znalezlismy sie na terenie ruin to nie moglam powstrzymac lez, tak bardzo bylam wzruszona, ze udalo nam sie tutaj dotrzec, ze mozemy sie wspinac na Huayna Picchu, ze spelnia sie kolejne moje marzenie.

Pierwsze chwile pokazaly nam ruiny wsrod porannej mgly, ktora unosila sie na tarasami i raz po raz odslaniala widok miasta Machu Picchu. Lekko oszolomieni widokiem zaczelismy powoli spacerowac wsrod dawnych ulic, domow i swiatyn. Po godzinie mgla opadla i slonce oswietlilo polokragle wzgorze, na ktorym Inkowie wybudowali swoje miasto.

Peru Machu Picchu

Peru Machu Picchu

Peru Machu Picchu

Peru Machu Picchu

Peru Machu Picchu

Aguas Calientes

Jest wiele sposobow, aby dotrzec do Machu Picchu, wszystko zalezy od naszej kondycji fizycznej, zasobnosci portfela i od tego co lubimy. Wybor jest naprawde spory, wiele agencji oferuje mozliwosc kilkudniowych pieszych wedrowek (wiecej na ten temat pisze Blazej), z ktorych najpopularniejszym jest Szlak Inkow. Jednorazowo na szlaku moze przebywac do 500 osob, wiec trzeba sie zapisac na pol roku do przodu. Mozna dotrzec do miasteczka tzw droga kombinowana (dokladnie pisza o tym  Magda i Przemek) czyli pojechac kilkoma autobusami do Hydroelectric i dalej poniewaz droga sie konczy isc pieszo 11km. Mozna wszystko zorganizowac samemu, albo pojechac na wycieczke grupowa, mozna tez poleciec helikopterem.

My stwierdzilismy, ze czasy kiedy jechalibysmy kilkoma srodkami lokomocji, a pozniej jeszcze szli pieszo 11km dawno minely i postanowilismy pojechac pociagiem. Oczywiscie tych jest bez liku, czesc z nich dostepna jest tylko dla Peruwianczykow, czesc to bardzo drogie, przeszklone sklady, gdzie podaja szampana, a peruwianska grupa muzyczna umila podroz graniem. Wybralismy opcje najtansza czyli zwykly pociag, ktory jedzie z Ollantaytambo i po 1.40h dotarlismy do Aguas Calientes czyli od niedawna Machu Picchu Pueblo.

Peru Machu Picchu

Peru Machu Picchu

To male miasteczko polozone jest wsrod gor, ktore bardzo przypominaly nam nowozelandzkie fiordy. Posiada niezliczona liczbe bardzo klimatycznych restaruracji, w ktorych podaje sie wszytkie specjaly kuchni peruwianskiej lacznie ze swinkami morskimi i pieczonym miesem z alpaki.

Peru Machu Picchu

Zamieszkalismy w nowym hostelu na trzecim pietrze w pokoju z panoramicznym widokiem na gory. Kupilismy bilety wstepu do ruin i pozostawala jeszcze sprawa dotarcia do nich. Moglismy wspinac sie po schodach, z marnym skutkiem przy moich problemach wysokosciowych lub skorzystac z drogich autobusow turystycznych. Padlo na autobus i cale szczecie.

Nastepnego dnia o 4:30 rano ustawilismy sie w juz i tak sporej kolejce do autobusu, godzine pozniej 25 pojazdow z turystami na pokladzie wyruszylo do ruin Machu Picchu. Na miejscu tuz przed brama przybito nam jeszcze dodatkowa pieczatke upowazniajaca na wejscie na gore Huayna Picchu.

Na Huayna Picchu moze dziennie wspiac sie tylko 400 osob w zwiazku z tym wielu turystow zamiast czekac na dosc drogi autobus postanawia wspinac sie do bramy wejsciowej zaczynajac juz przed 4 rano. W zaleznosci od kondycji droge te pokonuje sie w czasie od jednej do trzech godzin. Jednakze od miesiaca na tych, ktorzy postanowili sie wspiac po schodach czeka niespodzianka. Tuz przed brama ruin znajduje sie bardzo drogi hotel gdzie goscie hotelowi zaczeli sie bardzo uskarzac na halasliwych turystow, ktorzy chcac zalapac sie do 400 szczesliwcow, koczowalo przed brama od wczesnych godzin rannych. W zwiazku z tym, postanowiono zamykac na noc most, ktora znajduje sie tuz za miasteczkiem i przez ktory nalezy przejsc, aby dotrzec do schodow prowadzacych do ruin. Otwierany jest on dopiero o 5:15 rano, raczej niemozliwym wiec jest dotarcie przed 6:00 do bram ruin. Nie wszyscy jeszcze o tym wiedza, widzielismy kilku takich, ktorzy docierajac na miejsce z niedowierzaniem patrzyli na tlum prawie 600 osob, ktory dotarl tutaj pierwszy autobusami.

Peru Machu Picchu

Peru Machu Picchu

Ollantaytambo

Moje negatywne nastawienie do chodzenia czasami, az mnie przeraza, po prostu nie lubie chodzic chyba, ze jest to absolutnie konieczne. I nie ma tu roznicy czy jest to chodzenie po gorach, na spacer, zwiedzanie czy zakupy, jak mam gdzies isc to jade, albo nie ide wcale. Dotychczas tylko na Kubie w Hawanie wpadlem w amok i chodzilem jak najety, chcialem zobaczyc cale miasto i jego okolice w jeden dzien, nawet Kasia jako zapalona piechurka nie wytrzymala tempa.

Ollantaytambo na pierwszy rzut oka to takie male, prowincjonalne miasteczko, a wlasciwie wioska z brukowanymi ulicami, malym rynkiem w remoncie, niezbyt ciekawym targiem miesno-warzywnym i jakimis ruinami miasta na zboczu gory. W drodze na Matchu Picchu trzeba przez te wioske przejechac, a my postanowilismy sie tutaj zatrzymac na poltora dnia. Ale po co? Przeciez bedziemy sie tutaj straszliwie nudzic. W pierwszy dzien pogoda byla nie ciekawa, rzucilismy okiem na owe ruiny i zgodnie stwierdzilismy, ze nie ma sensu placic za wstep tym bardziej, ze widzimy je z okien naszego pokoju i lazienki.

Nastepengo dnia rano przy pieknej pogodzie tutejsze ruiny wygladaly na prawde imponujaco, takie male Matchu Picchu, a przy tym osniezone szczyty pobliskich gor! Musielismy to zobaczyc z bliska. Wdrapalismy sie na gore, a tu kolejne zaskoczenie na przeciwleglym zboczu kolejne budowle tym razem pozostalosci po spichlerzu. Spacerkiem, powolutku eksplorowalismy pozostalosci miasta napawajac sie widokami i wdychajac krystalicznie czyste powietrze.

Peru Ollantaytambo

Peru Ollantaytambo

Peru Ollantaytambo

Peru Ollantaytambo

Peru Ollantaytambo

Pisac

Pisac to mala wioska, po hiszpansku pueblo, doskonale miejsce na jednodniowa wycieczke z Qusco. Gdyby nie liczyc fantastycznych widokow i kilku ruin Inkaskich po drodze do wioski, tutejszy targ warzywno-cepeliowy jest jej glowna atrakcja. Ceny jakby troche wygorowane w porownaniu z Qusco, ale nas to nie dotyczy poniewaz wieksze zakupy zostawiamy sobie na pozniej.

I tutaj choroba wysokosciowa dopadla nas znienacka, ale tym razem nie damy sie tak bez walki. Na targu warzywnym kupilismy sobie woreczek lisci Coci, z ktorych napar pomaga lepiej znosic wysokosciowe dolegliwosci, a gdyby i to nie pomoglo siegniemy po bardziej drastyczne srodki. Tlen w puszkach, ktory mozna kupic w niemalze kazdej aptece bedzie nasza tajemna bronia.

Dodajmy, ze nie tylko my mamy problemy na tej wysokosci, nasza kamera video, ktora dzielnie sluzyla nam przez te wszystkie lata nagle przestala dzialac, a wlasciwie dziala tylko kilka sekund i trzeba ja wylaczyc. Mam nadzieje, ze jak zjedziemy nizej problem zniknie.

Peru Pisac

Peru Pisac

Peru Pisac

Peru Pisac

Peru Pisac

Cusco

I znowu stalismy sie ofiarami nieuczciwosci tutejszych pseudo biznesmenow. Przekonani o slusznosci wyboru firmy o nazwie TEPSA, kupilismy bilety na nocny autobus z miejscami lezacymi  na trasie Nazca do Cusco. Poprzednia podroz z firma ITTSA w tego typu autobusie byla na prawde komfortowa i nastepne 15 godzin w drodze do Cusco mialo wygladac podobnie. Autobus, w ktorym wyladowalismy nie byl zly, ale nie mial miejsc lezacych,  ktore wybralismy kupujac bilety, a do tego w srodku po prostu smierdzialo.

Nastepnego dnia rano po nieprzespanej nocy znalezlismy sie w Cusco, miescie polozonym na wysokosci 3500 mnp. Choroba wysokosciowa… co za brednie, myslala do tej pory Kasia. Ja mialem problemy z oddychaniem juz w Quito 2850 mnp. wiec spodziewalem sie najgorszego. Wystraczylo kilka minut, pare oddechow po opuszczeniu autobusu i twarz Kasi zrobila sie biala jak sciana, zawroty glowy i ogolne oslabienie czyli typowe objawy choroby wysokosciowej daly o sobie znac. Ja trzymalem sie w miare dobrze ale szybszy marsz czy male podejscie pod gorke powodowaly zadyszke. Wyglada na to, ze zostaniemy w Cusco kilka dni, aby sie porzadnie zaaklimatyzowac.

Po raz pierwszy od czterech miesiecy zostalismy zmuszeni do zalozenia butow, spodni, majtek (o tych juz dawno zapomnielismy) i w ogole cieplych ubran, ktore do tej pory zalegaly najnizsze partie naszych plecakow. Jest zimno, a w nocy jeszcze zimniej w koncu przeciez jestesmy w gorach,  w zwiazku z czym jest pretekst, zeby zrobic male zakupy. Czapki z lamy, rekawiczki z alpaki, szaliki z jagniecia) lamy, ponczo ze 100% lamy uff, ciezko jest ogarnac ogrom tego co oferuja sprzedawcy.

Peru Cusco

Miasto samo w sobie jest bardzo ladne i nie dziwimy sie, ze niektorzy turysci zostaja tutaj na dluzej. Platanina malych i waskich uliczek, wspaniale prezentujaca sie Plaza de Armas, przepiekne widoki, ktore mozna podziwiac ze wzgorz okalajacych miasto tworza niezapomniana atmosfere. Do tego indianki w tradycyjnych strojach prowadzace za soba lamy, male dziecki trzymajace na rekach malymi lamami i barankami z kolorowymi czapeczkami na glowach, chetnie pozujace do zdjec za jednego Sola (waluta w Peru) to jakby codziennosc w tym miescie. Jedynym problemem jest ciagly zapach moczu, ktory unosi sie w malych uliczkach

Peru Cusco
Peru Cusco
Peru Cusco
Peru Cusco
Peru Cusco
Peru Cusco