Punta del Diablo

Plan byl nastepujacy, uciekamy z drogiej Brazyli do Urugwaju, a naszym pierwszym przystankiem bedzie mala rybacka wioska Punta del Diablo, jedna z wielu na ponad 500km urugwajskich plaz. Tam mielismy wynajac maly domek na plazy zwany tutaj cabanas gdzie po 17 godzinach spedzonych w autobusie Pan mial przyjac kapiel i udac sie na zasluzony spoczynek, a ja do supermarketu po zakupy na caly pobyt. Potem mialam zajac sie praniem, ugotowaniem obiadu, co tygodniowymi zabiegami upiekrzajacymi, by na koniec zalozyc nowa sukienke kupiona w Brazyli i ulozyc sie wygodnie na lezaku pod parasolem na zasluzony odpoczynek. I tak wsluchujac sie w szum oceanu, po prawie 6 miesiacach wojazy, mielismy spedzic caly tydzien na lenistwie, przerywajac ten blogi stan tylko na posilki z podobno o wiele lepszej niz Argentynska wolowiny i bardzo tanich w tym rejonie swiezych krewetek, sprzedawanych przez miejscowych rybakow prosto z lodzi.

Plan byl Moj – typowo dziewczynski, jak sie pozniej okazalo nie bylam odosobniona w moich marzeniach. Stalo sie jednak zupelnie inaczej. O godzinie 4 rano dojechalismy do granicy miedzy Brazylia i Urugwajem gdzie mielismy wymienic brazylijskie reale. Wiedzielismy, ze w Punta del Diablo nie ma bankomatu wiec wiezlismy ze soba alternatywna walute. Niestety okazalo sie, ze na granicy nie ma kantoru, a najblizszy oddalony o 15 minut drogi autobusem otwiera sie dopiero o 10-tej. Udalo nam sie wymienic niewielka sume u celnikow i zlapalismy lokalny transport do wioski.

Kiedy dotarlismy na miejsce slonce zaczela juz powoli wynurzac sie z oceanu i naszym oczom ukazal sie surealistyczny widok, porzuconej wioski i smaganej wiatrem i falami plazy, na ktorej z lekka kolysaly sie rybackie kutry. Wygladalo na to, ze po za nami nie bylo tu zywej duszy. Puenta del Diablo odzywa tylko na dwa letnie miesiace, kiedy to jedna noc w cabanas kosztuje tyle ile caly miesiac zima. Podczas tych zimowych miesiecy jedynymi osobami, ktore pojawiaja sie w tych rejonach sa serferzy.

Szybko okazalo sie, ze moj plan nie wypali, ceny nawet w niskim sezonie byly nie do przejscia, miejsce bylo wyludnione, wiekszosc sklepow i restauracji zamknieta, a o krewetkach nikt nie slyszal Czesc wlascicieli domkow zaczela juz prace renowacyjne przed nowym sezonem i na wszystkich cabanas widac bylo tabliczki z napisem pod wynajem i numerem telefonu. Pogoda rowniez nam nie dopisywala, czulismy sie jak nad Baltykiem w pazdzierniku.

Znalezlismy pokoj z widokiem na ocean u pewnego Niemca, ktory wraz zona Urugwajka prowadzili najwiekszy hotel w wiosce. Jako jedyni goscie w hotelu na dwa dni stalismy sie czescia ich rodziny gotujac razem w kuchni obiady, wieczorami siadalismy przy ogromnym kominku gdzie przy rozmowach i przy starej chinskiej grze uplywaly nam mile chwile.

Urugwaj Punta del Diablo

Urugwaj Punta del Diablo

Urugwaj Punta del Diablo

Urugwaj Punta del Diablo

Urugwaj Punta del Diablo

Reklamy

Komentarze 2

  1. Kasiu wyglądasz rewelacyjnie!!!!! Pozdrawiam
    Podróż marzenie :))))))))))))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: